Akcesoria wędkarstwa muchowego

Sprawdź pełną ofertę
 
 
 
 
    Blog

    W krainie wielkich pstrągów i lipieni - Bośnia 2017

                    Bośnia i Hercegowina jest bardzo pięknym i malowniczym krajem. Górzysty teren, śródziemnomorski klimat, sprawiają że czujemy się tu  wyjątkowo dobrze i nawet pod koniec października pogoda jest komfortowa do uprawiania wszelkich aktywności w terenie. W ciągu dnia do 20 stopni C, a my musimy się rozbierać do krótkich rękawków. W drugiej połowie października mamy niemal  100-procentową szansę trafić w naszą ulubioną, złotą polską jesień , której często u nas zwyczajnie brak. Dorzucając do tego fakt, iż znajdują się tutaj rzeki, które populacją dzikich pstrągów i lipieni potrafią zadziwić nie jednego podróżnika wędkarskiego, tworzy nam się istny, nie tylko wędkarski, raj na ziemi. Czy aby na pewno tak jest?

                     Planując wycieczkę do Bośni warto zasięgnąć pewnych podstawowych wiadomości na temat społeczności tam żyjących oraz sytuacji ekonomicznej panującej w tym kraju. Dzisiejsza Bośnia krajobrazowo, przypomina trochę Polskę z czasów późnego PRL-u. Fakt, że od pewnego czasu obywatele UE mogą wjechać na terytorium BiH za okazaniem dowodu osobistego, nie świadczy o przychylności wszystkich mieszkańców kraju do tak zwanego Zachodu. Należy pamiętać, że w roku 1995 zakończył się tutaj bardzo krwawy i ludobójczy konflikt. Zażegnanie konfliktu było możliwe tylko dzięki zbrojnej interwencji Narodów Zjednoczonych. Minęło dopiero trochę ponad 20 lat od tych dramatycznych zdarzeń na Bałkanach, a to z pewnością jest zbyt krótki okres, żeby rany zdążyły się zagoić. Dzisiejsza Bośnia jest bardzo biedna i cały czas mocno podzielona. Podział widać choćby po flagach serbskich czy chorwackich wiszących w kraju bośniackim. Ustalona w 95 roku w Dayton Republika Serbska jest w 98 procentach prorosyjska i antyeuropejska . Jej celem jest przyłączenie się do Serbii.  Muzułmańska społeczność zamieszkująca Bośnie jest w większości proeuropejska,  choć w niedostępnych  górach można napotkać radykalne mniejszości islamskie sympatyzujące z ISIS i Syrią. Do tego kotła narodowo-kulturowego należy dolać jeszcze Chorwatów, będących najliczniejszą grupą etniczną Hercegowiny, którym podobnie jak Serbom przeszkadzają bośniaccy muzułmanie. Jeśli napiszę jeszcze o dystrykcie Brczko, który jest samorządną jednostką administracyjną w BiH, możemy bardzo szybko zorientować się jak bardzo skomplikowany i zróżnicowany etnicznie oraz administracyjnie podzielony jest to kraj.  Narastające napięcie potęguje wysokie bezrobocie i  ogólna bieda. Wyobraźmy sobie tak duże zróżnicowanie, choćby tylko na tle religijnym w Polsce. Myślę, że wojna domowa byłaby nieunikniona.  Osobiście uważam, że Bośnia jest cały czas tykającą bombą, trochę już zapomnianą przez Europę i tylko kwestią czasu jest kiedy usłyszymy o gwałtownie rosnącym napięciu w tym kraju. 

                      Wracając jednak do wędkarskiego spojrzenia na Bośniacką przygodę, trzeba przyznać, że rzeki, a szczególnie jedna z nich, potrafi zadziwić swoim rybostanem i urodą nawet najbardziej wymagającego muszkarza. Ostatni raz w Bośni byliśmy 4 lata temu i porównując z dniem dzisiejszym, niewiele się tam  zmieniło. Tym razem, zamiast prawie 24-godzinnej, wyczerpującej  jazdy busem przez całą Europę, zdecydowaliśmy się na podróż bez przygód, samolotem i późniejszy wynajem samochodów w Chorwacji. Na szczęście LOT w cenie biletu oferuje 23 kg na bagaż standardowy oraz 7 kg na bagaż podręczny, jest to naprawdę wystarczająco nawet gdy jedziemy na dłużej niż 7 dni. Nam udało się sprytnie spakować wędki Polish Nymph, których długość transportowa to 93 cm.

                   Wynajęty za 25 EUR na dzień, prawie nowy, Renault Clio oprócz tego, że spalał kilka litrów ropy na 100 km, oferował pełną niezależność. Posiadał jeszcze jedną, nieocenioną na tamtą chwilę zaletę - możliwość wtopienia się w tłum. W Bośni policja stoi za każdym rogiem a poruszając się autem na obcych numerach rejestracyjnych, jesteśmy łakomym kąskiem i zachętą do licznych kontroli oraz spotkań z tutejszą policją. Wówczas możemy być w 100 procentach pewni wielu wymuszeń łapówek i mało komfortowych sytuacji. Czasami banknot o nominale 5 EUR załatwi sprawę, jednak nie zawsze. Możemy zostać np. zaproszeni na komisariat w celu bardziej szczegółowej i czasochłonnej kontroli. Nocne mierzenie prędkości w terenie nieoświetlonym, policyjne bramki na trasach szybkiego ruchu, spacery policyjnych funkcjonariuszy w grupkach 5-7 osobowych, wszystko to przy odrobinie szczęścia możemy zobaczyć i przeżyć w Bośni. Jak już zapewne zdążyliście zauważyć, nie wszystko jest tak kolorowe w BiH jak płetwy lipieni i kropki pstrągów z rzeki Ribnik. W końcu padła ta magiczna nazwa, która tak nam namieszała w głowach 4 lata temu. Tak, kierujemy się do niedużej wioski o nazwie Gornij Ribnik, malowniczo położonej na zboczu góry w Republice Serbskiej. Przez tą całkiem rozwiniętą jak na możliwości bośniackie wioskę, przepływa niezwykła rzeka o nazwie Ribnik. Rzeka ta wypływa ze źródlisk prosto z góry, nie posiada dopływów, ma zawsze idealnie zimną i natlenioną wodę. Ribnik to skarb Republiki Serbskiej, którego potencjał jest umiejętnie wykorzystywany przez Serbów. Rzeka jest kameralna i nieduża, jej długość od źródlisk do ujścia to około 7 km. Posiada przede wszystkim niesamowity potencjał w postaci ogromnej bazy pokarmowej owadów, dzięki czemu jest w stanie wykarmić tak wielką populację dzikich pstrągów i lipieni. Ponadto Ribnik jest jednym wielkim naturalnym tarliskiem i ryby rozmnażają się tutaj w sposób naturalny a ludzie starają się ingerować w ten proces w jak najmniejszy sposób.   

                    Nasza trasa z lotniska do punktu docelowego wynosi 200 km, przebiega mniej więcej pół na pół przez terytorium Chorwacji i Bośni. Na lotnisku w Zagrzebiu pobieram jeszcze przez WiFi obszary terenowe off-line w Google Maps. Potem, korzystanie z transferu danych i rozmów telefonicznych będzie słono kosztować a dokładnie 4,06 zł netto za minutę wychodzącą. Granicę chorwacko-bośniacką przekraczamy w niedużej, bardzo malowniczej miejscowości Kostajnica nad rzeką Una. Troszkę jesteśmy przrażeni poziomem rzek, które mijamy po drodze. Una i jej dopływy płyną poza głównym korytem. Martwimy się podwjnie, gdyż przed wyjazdem dostaliśmy telefon od naszego gospodarza, że nie mamy po co przyjeżdżać właśnie z uwagi na poziom wody w Ribniku. My jednak bez względu na okoliczności zewnętrzne, twardo i konsekwentnie realizujemy wspólnego spontana, przecież pierwotnie mieliśmy jechać na San :)  Od tej pory nasze telefony przechodzą w tryb samolotowy a mała ikonka samolotu w naszych smartfonach będzie już z nami do końca pobytu w BiH. Niestety za pierwszym razem albo za pierwszą nową trasę zawsze trzeba zapłacić frycowe. U nas nie jest  inaczej. GPS kieruje nas prosto w góry, droga robi się coraz bardziej kręta i wąska, znikają jakiekolwiek oznakowania, odcinkami nawet trawa wrasta w asfalt. Za żadne pieniądze nie pojechałbym tędy w nocy. Na szczęście, w drodze powrotnej, nauczeni doświadczeniem omijania bośniackich serpentyn, wybraliśmy znacznie bardziej przyjemną i jak się później okazało, szybszą trasę.

     

    Jesteśmy na miejscu. Po krótkiej drzemce w samolocie, droga zleciała szybko i przyjemnie. W końcu mogliśmy ze spokojem delektować się bośniackim klimatem i widokami majestatycznych Alp Dynarskich. W naszej dawnej bazie - AQUA zmiany widać już gołym okiem. Mniej stanu surowego budowli, pokoje wykończone, no i mamy WiFi. Restauracja nie wiele się zmieniła, kelnerzy nie znający jakiegokolwiek obcego języka, z którymi w podstawowych kwestiach można się szybko dogodać na migi. Gorzej, gdybyśmy chcieli dowiedzieć się coś więcej na temat kuchni i serwowanych dań, wtedy pozostaje nam anglojęzyczny szef motelu Aqua - Duro.  

    Po jakże pysznym i jak się później okazuje, codziennie powtarzalnym, smażonym omlecie idziemy na most we wiosce, żeby spojrzeć na wzburzony nurt Ribinka z innej perspektywy. Od tego momentu za wodowskaz obieramy sobie schodki przy motelu AQUA i zaczynamy prowadzić baczne obserwacje poziomu wody rzeki Ribnik. Prym w tych obserwacjach wiodą chłopaki z Koszalina, Wojtek z Łukaszem po pewnym czasie, potrafią dokładnie ocenić o ile centymetrów i w jakim czasie opadła woda w rzece, jednostką miary jest jeden schodek. Jedno jest pewne, trend dla nas jest pozytywny, woda opada. Podejmujemy szybką męską decyzję, dzisiaj Ribnik zostawimy w spokoju. Podłączamy się do naszych nowo-poznanych kolegów z Francji i wspólnie jedziemy na Plive. Francuzi łowią już tam od kilku dni, gdyż dla nich mętna woda oznacza brak możliwości łowienia, przecież ryby łowi się na wypatrzonego, jak to mówili; ,,spotted fishing" :)

    Pliva wita nas krystalicznie czystą wodą oraz błękitnym bezchmurnym niebem. Rzeka wije się w szerokiej dolinie, dookoła góry na których gdzie niegdzie widać śnieg, temperatura powietrza jak późnym latem a w Polsce szaleje Orkan Grzegorz. Aż chce się żyć, chce się łowić, najpiękniejsze, że to dopiero 1-wszy dzień naszej przygody na Bałkanach :) Niezwłocznie wykupujemy zezwolenia w ośrodku LTG nad Plivą (40 EUR), nie jest tanio, cóż przynajniej wiemy za co płacimy. Francuzi szybko nas zostawiają i uciekają na swoje miejscówki. Niech jadą, dla nas to i tak nie ma zanczenia, jesteśmy tu pierwszy raz. W drodze nad rzekę jeden z Francuzów zatrzymuje nasze auto, zapomniał kołowrotka. Pyta się czy mamy zapasowy. Chłopak akurat ma duże szczęście, musiałby się wracać około 80 km do bazy. Nauczony doświadczeniem zawsze wożę kilka kołowrotków. Proszę bardzo, oferuję mój niezawodny zestaw; linka Ego Micro Skagit i kołowrotek Ego Fighter. Ciekawy jestem bardzo jaką wyda opinię na temat różowej linki. My wszyscy bez linek Micro Skagit nie wyobrażamy sobie łowienia i tyczy się to zarówno suchej jak i pedełaowania :)

    Widok z mostku na Plivie. Woda kryształ, między kępami zielska widać pojedyncze lipienie.

    Mała przerwa na uzupełnienie zapasów w lokalnym sklepie. To zdjęcie niestety nie oddaje jak wypasiony jest to sklep. Oprócz kilkunastu produktów na półce, nie ma nic, choć dużo pewnie można załatwić na zamówienie. Niejedno gospodarstwo domowe w PL mogłoby pochwalić się lepszym asortymentem niż ten sklepik :) 

    Zczynamy łowić, początek jest wyjątkowo obiecujący. Wojtek, Łukasz wyjmują fajne lipienie, Piotrowi spada duża ryba. Wszystko to trwa w ciagu godziny. Potem brania ustają, a my zaczynamy szukać innych miejsc i poznawać rzekę. Pliva jest piękna, woda klarowna, widzimy pojedyncze ryby jakby zawieszone w powietrzu. Pamiętając jednak widoki znad Ribnika, szybko zdajemy sobie sprawę, że nie ma tu takiej ilości lipieni jak tam. Udaje nam się jeszcze dołowić kilka ryb. Nasi koledzy z Fancji również nie są zadowoleni z wyników, mówią że to najgorszy dzień na Plive, udało im się złowić zaledwie kilka małych pstrągów.

    Przerwa obiadowa. Ciężko jest tutaj namierzyć jakąkolwiek restaurację. Nie mamy wysokich wymagań. Wszyscy jesteśmy już mocno głodni, zależy nam aby zjeść  coś ciepłego możliwie blisko rzeki i nie tracić czasu, gdyż lipienie wyraźnie zaczynają zbierać owady z powierzchni. Przypadkowo trafiamy do małego domku nad rzeką przy moście, który w żaden inny sposób oprócz małej drewnianej, wypłowiałej tabliczki nie informuje, że można w nim zamówić jedzenie za pieniądze. Gospodyni domku nad Plivą wyjątkowo ucieszyła się na nasz widok, pomimo bariery językowej nie ukrywała chęci konwersacji i integracji z zagranicznymi gośćmi. Nie dostaliśmy karty Menu, nada bylo zakazac jedzenie. Jakie było moje przerażenie gdy zobaczyłem jak Pani niesie w foliowej reklamówce jakieś zamarynowane kawałki mięsa i zmierza w stronę grilla. Pozwalam sobie zapytać naszą gosposię ile czasu przewiduje na przygotowanie posiłku, odpowiada że nie więcej niż 10 minut. No i faktycznie po 10 minutach dostajemy talerz wygrillowanych kawałków mięsa :) Jak na moje smaki mogłyby jeszcze trochę się podpiec, ale nie wybrzydzam, kiełbaski oraz pieczywo są bardzo smaczne, a surówka z kapusty (tzw. Kopus) wyborna. Posiłek spożywamy w drewnianej altance, zawieszonej nad brzegiem Plivy. Temperatura jest taka, że można się opalać. Na rzece pojawiają się charakterystyczne koła, zaczyna się sucha mucha. Za cały obiad z kawą, deserem, piwem i napiwkiem dla gospodyni zapłaciliśmy po 10 EUR na głowę. Niestety zanim zdążyliśy zabrać się do łowienia, oczka ustały.

     

     

    Na początku byłem sceptycznie nastawiony do francuskiego Renaulta Clio. Teraz muszę jednak obiektywnie przynać, że są to bardzo oszczędne autka i doskonale sprawdzają się w lekkim terenie :)

    Miejscowy guru od muszek i śliwowicy dla nas przygotował pakiet za 10 EUR; 10 muszek, 2 gratis i 2 kielonki śliwki :) Warto było go czasami odwiedzić, gdyż jego sucharki są wyjątkowo skuteczne nie tylko na Ribniku. Poniżej, chyba 4 najbardziej charakterystyczne wzory much znad rzeki Ribnik; mały spent jętki, emerger z drobnym pomarańczowym akcentem, mrówka i tak zwany helikopter - imitacja jesiennej widelnicy. Co ciekawe stosunek much suchych do nimfek to 10 do 1. Analizując jego ofertę, można wywnioskować, że powinno się tu łowić metodą suchej muchy.

    Pisząc o muchach nie sposób pominąć raczki. Były niezastąpione na niskiej i czystej wodzie. Nie wiem do końca na czym polega fenomen i skuteczność tych nimf. Może ryby jeszcze nie przyzwyczaiły się, a może tak wiernie imitują wychodzącą małą jętkę. Pewnie wszystko po trochu. Prezentowane poniżej wzory to absolutne killery a w szczególności jasna imitacja z główką w kolorze light pink metalic. Gdy pokończyły nam się raczki, przestaliśmy ,,pedałować'' na niskiej wodzie, bo lipienie maiły totalnie w d.... wszystko inne. 

    Po powrocie z Plivy decydujemy się łowić już tylko na Ribniku, bez względu na poziom rzeki, choć ta cały czas opada, nasz wodowskaz pokazjue niecałe 2 schodki na dobę. Wieczorem kolacja z francuzami, którzy mocno odradzają łowienie w tak brudnej i wysokiej wodzie. Wymieniamy się również poglądami na temat linki Micro Skagit. Koledzy z Francji są pod wrażeniem tego sznura i wszyscy zamawiają Micro Skagity dla siebie. Eric, który jest przewodnikiem muchowym i zananym rodbuilderem (http://ericlanglume.com/), szybko decyduje się na dystrybucję produktów Ego we Francji. Ach, to tylko jedna linka, a jak dużo może zmienić :)

    Katering w Bośni jest dosyć specyficzny i nie każdemu może pasować, choć z pewnością pozwoli się najeść do syta głodnemu wędkarzowi. Z początku może bardzo smakować, jednak po kilku dniach z pewnością się nudzi. Cały czas musimy pamiętać, że jesteśmy w bardzo ubogim kraju i dostęp do produktów wysokiej jakości jest mocno ograniczony. Cała kuchnia opiera się na lokalnych, wytwarzanych w obrębie wioski produktach. Niestety większość pozycji z menu przechodzi silną obróbkę termiczną na patelni, smażone jest prawie wszystko. Kilka razy próbuję podpytać się kelnera co to za mięso, zawsze dostaje tą samą odpowiedź-cielęcina.  Zawsze też tak samo głupio z niedowierzeniem w odpowiedzi się uśmiecham :)  Rano możecie być pewni jajka i tylko jajka, oczywiście smażonego oraz pysznych lokalnych powideł z wiejskim masłem i chlebem. Mi najbardziej smakowały zupy i niepowtarzalna surówka z szatkowanej kapusty, tzw. ,,Kopus". Surówka ta jest genialna w swojej prostocie, a całym urokiem jest jej świeżość i doprawienie. Po powrocie na stałe wprowadziłem ten prosty ale jakże smaczny i pożywny przepis do swojego domowego menu.

    W Bośni możemy w większości przypadków płacić w EURO jednak przelicznik będzie wtedy dla nas mniej korzystny. Na pewno warto zaopatrzeć się w marki bośniackie (KM).

    Zaczynamy łowienie na dużej wodzie. Rzeka oprócz tego, że jest mętna i wysoka ciągnie niemiłosiernie, skutkiem czego pływanie zaliczają dwie osoby z naszego teamu. Nie jest łatwo, już wiemy dlaczego bardziej rozważne nacje, tutaj mam na myśli Francuzów i Włochów nie kwapią sie do łowienia w Ribniku, który zdecydowanie nie przypomina tej kameralnej górskiej rzeki, którą pamiętamy z przed 4 lat. Trochę czasu mija zanim dobieramy odpowiednią wagę i rozmiar nimf, gdyż to jest najważniejsze, kolorystka zachodzi na drugi plan. Również istotne jest znalezienie ryb, gdyż te siedzą zgrupowane w szczególnych miejscach. W pierwszy dzień trafiamy już konkretnie w punkt, efektem czego są duże lipienie z wisienką na trocie, w postaci monstrualnego lipienia złowionego przez Łukasza.

     

    Łukasz wracając zamieszałał w rynnie, bach i siedzi. W tle nasz baza. Naprawdę nie trzeba daleko chodzić, ryby są wszędzie co nie oznacza, że wszędzie można je złowić.

    Łukasz ma rękę do dużych ryb :)

    Wcale nie trzeba łowić na mikroskopijne muchy. Na suchą najważniejsze jest aby łowić w dół. Najpierw musi napłynąć lipieniowi mucha, potem przypon. Warto też, często kontrolować jakość przyponu, nie może być poskręcany, nie powinien wykładać muchy na bok.

    W miarę oczyszczania i obniżania się poziomu wody, zakładamy coraz lżejsze nimfy. Łowimy dużo dużych a czasami ogromnych ryb :)  Na mętnej wodzie łowimy na nimfę. Warto zaznaczyć, Wędki Polish Nymph umożliwiają łowienie praktycznie spod kija, z linką DT0F ULTRA SLIM łowi się w bardzo efektywnie trochę tak po Dunajecku tylko, że na jedną nimfę. Chłopaki z Micro Skagitami łowią nimfą w górę, pod prąd, również świetnie ta metoda się sprawdza. Cienka końcówka Micro Skagitu nie szarpie nimf, a koniczna budowa końca głowicy umożliwia wbić nimfy w wodę i dobrze wyprostować przypon. Wojtek holuje rybę za rybą używają krótkiej wędki EGO DRY FLY 8,6 4# i sznura Micro Skagit, na mętnej wodzie łowi spod kija nawet tym zestawem. Muszę przyznać, że sporo ryb tracimy, chyba nie jesteśmy przyzwyczajeni do łowienia tak dużych ryb tak cienko. Większość udanych holi dużych ryb to współpraca drużynowa. Zacięte lipienie od razu uciekały w dół rzeki i w tak silnym nurcie bardzo ciężko było ustawić je powyżej siebie, z reguły druga osoba musiała podbierać rybę. Ribnickie lipienie to bardzo cwane i silne ryby, wyuczone wielu sztuczek jak oszukać wędkarza. Zauważyłem, że większe osobniki wpływają podczas próby podebrania między nasze nogi i wtedy zaczyna się prawdziwy kocioł :) Dlatego warto łowić obok siebie, żeby pomóc koledze w podebraniu i zrobieniu zdjęcia.  

    Przerwa na szybki posiłek, szkoda było zjeżdżać do bazy. Prowiant można było kupić w lokalnym wiejskim sklepiku. Warzywa, owoce, chleb i miejscowy boczek smakowały wyśmienicie. Słońce nas rozgrzewało, pomimo neoprenów i ciepłej bielizny woda w Ribniku potrafi szybko wychłodzić organizm, jest lodowata.

    Wojtek niekwestionowany mistrz nimfy, krótkiej/średniej/dalekiej radzi sobie niedługim kijem doskonale, podstawa to linka Micro Skagit. 

    No nieee, cenną muszkę trzeba zdjąć, nie ważne jak :)

    Na Ribnik wystarczy zabrać ze sobą 2 zestawy, jeden do suchej a drugi do nimfy. Nam doskonale sprawdziły się szklaki z Micro Skagitami do suchej muchy. Ryby zachowują się dużo spokojniej na miękkiej wędce, a przy łowieniu przyponem 0,08 mm liczy się każdy szczegół. Szkło w konfiguracji z Micro Skagitem nie wymusza takiej prędkości na lince co również wpływa korzystnie na długi i cienki przypon. Możemy zwolnić i delikatnie położyć muchę, przypon się tak nie skręca. Dla mnie największym atutem szklanego zestawu do suchej to głębokie, progresywne ugięcie, które pozwala mocniej przytrzymać rybę bez obaw, że cienki przypon strzeli. Drugim zestawem, którego chyba używaliśmy więcej, składał się z długiej 3,45m wędki Ego Polish Nymph i linki DT0F Ultra Slim. To zestawienie jest mega skuteczne w wielu warunkach. Przede wszystkim możemy łowić precyzyjnie na krótko spod kija, mając zasięg. Możemy również łowić z linką powieszoną w powietrzu lub przyklejoną końcówką linki do wody, wtedy łowimy precyzyjnie na 4-7 metrach plus długość przyponu. Co jest bardzo ważne, możemy łowić również klasycznie z linką położoną na wodzie, rzucając w górę, najlepiej pod kątem 45 stopni. Obserwujemy wtedy przytrzymanie końcówki linki. Tak właśnie łowiliśmy raczkami na niskiej i czystej wodzie. 

     Z Piotrkiem postanowiliśmy przebukować bilety (koszt 65 EUR) i zostać jeszcze kolejny tydzień na Bałkanach. Nie będziemy już łowić tak intensywnie, przede wszystkim chcemy przetestować nową bazę (LTG RIBNIK) i trochę pozwiedzać. Mamy w końcu auto z bardzo niskim apetytem na paliwo, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby trochę to wykorzystać.

    Zaprzyjaźniamy się z nowymi gospodarzami. Szybko okazuje się, że mamy dużo wspólnych tematów i w następstwie załatwiamy interesy w modelu słowiańskim, tyle że zamiast czystej wódki pomaga nam w rozmowach śliwowica. Rozpoczynamy szeroko rozumianą współpracę pomiędzy EGO FLY FISHING EQUIPMENT a LTG RIBNIK. Pierwsze paczki ze sprzętem z Polski wylatują do Bośni niespełna tydzień po naszym przyjeździe. My natomiast planujemy kolejne odwiedziny już w większym gronie wędkarzy z Polski. 

    Obiekt LTG to ogromna inwestycja jak na tutejsze możliwości. Po raz pierwszy w Bośni udało nam się odnaleźć europejskie standardy. Zostaliśmy zakwaterowani w pachnącym świeżym drewnem, domku nad samą rzeką. Do dyspozycji WiFi, TV, ciepła woda, pachnąca pościel i wydajny elektryczny grzejnik z możliwością regulacji temperatury. Cała konstrukcja drewnianych domków jest zbudowana na betonowych słupach i balach, osadzona została na wyspie, którą z główną bazą łączy zadaszony most. Przy każdym domku znajdziemy zadaszoną i oświetloną altankę oraz balkon. Czujemy się tu bezpiecznie, wędek nie chowamy, wszędzie są kamery, pełen monitoring. Naprawdę w tym miejscu można oddać się łowieniu i zapomnieć o całym świecie. WiFi ma daleki zasięg i stojąc w rzece spokojnie możemy korzystać z rozmów za pośrednictwem Internetu. 

    Czas pożegnać Bośnię. Zabukowaliśmy za 30 EUR apartament w centrum Zagrzbeia. Mamy jeszcze jeden fajny wieczór w Chorwacji. Polecam każdemu taką opcję bez pośpiechu. 

    Dzięki nowym możliwościom i współpracy z firmą LTG RIBNIK do Bośni będziemy wracać dużo częściej.

    Na rok 2018 planujemy dwie tygodniowe ekspedycje; (pod koniec kwietnia) - polowanie na wielkie pstrągi, (druga połowa października) - lipieniowa układnaka. Jeśli chcecie jechać z nami, piszcie zapytanie na maila; kontakt@ego-fishing.pl 

    Tekst: Maciej Gałgański

    Zdjęcia: Wojtek, Łukasz, Mariusz, Maciej , Piotr

     

     

     

     

     

    Tworzone przez muszkarzy

    dla muszkarzy
    © 2018 EGO FISHING.
    Wszelkie prawa zastrzezone.
    Tworzenie stron www
    Do góry