Akcesoria wędkarstwa muchowego

Sprawdź pełną ofertę
 
 
 
 
    Blog

    Bośnia 2018

    Witajcie!  Do Bośni wybieramy się pod koniec Maja. Rozpoczyna się tutaj szczyt sezonu i miejsca musieliśmy już zaklepać w styczniu. Faktycznie po przyjeździe okazuje się, że wędkarzy jest naprawdę sporo, momentami brakuje miejsc nawet przy stolikach nad krystalicznie czystym Ribnikiem. Tym razem drogę pokonujemy dwoma osobowymi autami. Jadąc z Polski Północnej to około 15 godzin podróży dlatego warto zarezerwować sobie hotel w połowie drogi. My tak zrobiliśmy w drodze powrotnej, co poprawiło znacznie komfort podróży. Mijając granicę chorwacko-bośniacką towarzyszy nam pewnego rodzaju ekscytacja. Bośnia jest piękna i malownicza do tego bardzo biedna i opustoszała. Co rusz widzimy flagi serbskie, które informują o tym, że jesteśmy na terenie Republiki Serbskiej. Ubóstwo i biedę widać na ulicach. Mniejsze miejscowości, które mijamy w ogóle nie wykazują życia, praktycznie co drugi dom stoi pusty, bez okien. Jedziemy drogą krajową, na której ruch jest bardzo umiarkowany, na palcach jednej ręki można liczyć samochody, które nas mijają. Zapewne wynika to z beznadziejnej sytuacji ekonomicznej ludzi tu żyjących. Samochód, obojętnie jaki wydaje się tu być dobrem luksusowym. Widać tu ogromny kontrast i przeskok w stosunku do krajów UE. Na wioskach głęboka komuna, bieda że aż piszczy.

    Zajeżdżając do malowniczo położnej górskiej wioski - Gornij Ribnik, od przedniej szyby samochodu odbijają się duże owady. Tak, tak chyba się roi widelnica w rozmiarze XXL. Tradycyjnie biegniemy na most przywitać się z rzeką. Oczom naszym ukazują się piękne lipienie oraz dwa dyżurne pstrągi w rozmiarze 60 + Bacznie przyglądam się twarzom moich towarzyszy wyprawy i boję się tylko, że chłopaki zaraz zdziczeją. No i faktycznie muszą minąć dwa dni aby koledzy się oswoili z rzeką a przede wszystykim z tym co w tej rzece widzą. Jest to zupełnie naturalna i prawidłowa reakcja, którą sam przeżyłem i pamiętam, że potrzebowałem kilka dni na ochłonięcie.

    Wielkie widelnice pojawiały się gdzieniegdzie i z każdym dniem było ich coraz więcej, niestety nie chciały za bardzo siadać na wodę.

     

    Oczywiście piwo, który jest produkowane w Banja Luce to trunek, który nie sposób ominąć będąc nad Ribnikiem. Ja postanowiłem łowić tylko jedną wędką i prawie mi się to udało. Nowa szklak INNOVATIVE o długości 8,0 stopy w klasie 5 jest na tyle uniwersalny, że obsługuje suchą, mokrą muchę oraz daleką nimfę na długim prawie 4-metrowym przyponie. Wędka jest szybka co ma duże znaczenie podczas osuszania muchy, zachowuje jednak elastyczność i głębokie ugięcie co pomaga podczas walki na cienkim przyponie. Obowiązkowo linka MICRO SKAGIT (u mnie WF5F) no i nowy kołowrotek EGO RS. Na temat  kołowrotka muszę napisać  kilka zdań a właściwie na temat jego hamulca. Otóż teza, że kołowrotek to tylko magazyn linki na Ribniku z pewnością się nie potwierdzi. Holując duże, silne lipienie na żyłce 0,10 mm, hamulec musi być perfekcyjny i przede wszystkim idealnie ustawiony, tzn. powinien być  dostrajany każdorazowo do grubości przyponu. Niestety w tej układance wszystkie elementy muszą być bardzo dobrze spasowane w przeciwnym razie będziemy po prostu tracić ryby. Ego RS dzięki micro regulacji i szerokiemu zakresowi pracy hamulca sprawdzał się tutaj wyśmienicie i zdaję sobie sprawę, że znacząco przyczynił się do sukcesu podczas holi tych największych ryb.

    Dyżurny pstrąg tuż przy samej restauracji. Nie przeszkadzała mu nawet bliska obecność hordy muszkarzy w porze obiadowej :)

    No i zaczynamy zabawę, ryb jest dużo jednak nie za bardzo wykazują chęci do współpracy. Dopiero metodyczne łowienie na długim, wiązanym przyponie przynosi efekty. Oczywiście nie bez znaczenie jest mucha, choć osobiście uważam, że co najmniej równie ważne jest jej podanie czyli tak zwana prezentacja. Ja w 70 procentach czasu spędzonego z wędką nad Ribnikeim łowiłem na daleką nimfę, na lince od kilku do nawet 10 metrów. Głównie rzucaem pod kątem 45 stopni w górę. Choć były momenty, że ryby dobrze reagowały na nimfę startującą (przytrzymaną) , choć manewr ten  trzeba wykonać bardzo delikatnie i subtelnie, popuszczając lekko linkę w dół.    

    W Ribniku ocenia się populację ryb na 80% lipień i 20% pstrąg. I faktycznie czuć  ten stosunek łowiąc, w zamian jednak tutejsze pstrągi to prawdziwe kolosy i z całą pewnością każdy z uczestników naszej eskapady poświadczy, że widział pstrągi około metra. Nie rzadko dochodziło do sytuacji kiedy wielki pstrąg pod nogami zdejmował sporego lipienia. Przez dwa dni łowiliśmy w miejscu, gdzie duże pstrągi żerowały na lipieniach jak stado głodnych wilków. Zajmując pozycje na rynnie po obecności lipienie od razu wiedzieliśmy czy pstrągi żerują czy nie.

    Trzeba przyznać, że jak na tak biedny kraj to infrastruktura dla muszkarzy oraz świadomość lokalnej społeczności na temat metody C&R oraz obowiązujących przepisów są na najwyższym poziomie. Nad rzeką zostały rozmieszczone zadaszone altanki, paleniska oraz murowane grille. Miejscowi przedsiębiorcy nauczyli się wyjątkowo sprawnie przeliczyć marki bośniackie na euro :)

    Taki kolor odwłoka miały, szkoda że tak mało dostępne były dla ryb, widocznie jeszcze chwilę trzeba poczekać.

    Stara ale jara... Mazda6 z instalacją LPG :)

    Pstrąg Jacka zaprosił nas na spacer w dół rzeki. Skubany doskonale wiedział gdzie w rzece jest najsilniejszy nurt.

    Miejsce, od którego można się uzależnić a wszystko za sprawą wielkich pstrągów, które jak wychodzą żerować to lipienie latają w powietrzu. 

    Obchód Policji, która czai się za każdym rogiem. Widać gołym okiem, że sytuacja społeczna jest napięta i niepewna. Krajem rządzą 3 nacje a my akurat mamy okazję gościć w Republice Serbskiej gdzie aparat państwowy jest bardzo rozbudowany. Wszystko to sprawia, że przenosimy się nie tylko geograficznie ale również w czasie do głębokiego PRL-u. Ma to swój wyjątkowy urok i klimat, skłania do głębszych refleksji, pozwala odpocząć, odciąć się.

    Obiektywnie należy przyznać, że kuchnia jest wyśmienita i z roku na rok coraz lepsza. Obiady domowe, składające się z 3 dań, którymi można się najeść do syta. Jak zwykle hitem staje się sałatka ze świeżej kapusty, która z dodatkiem octu balsamicznego i oliwy smakuje wyśmienicie. W porze śniadaniowej całkowity prym wiodą jajka.

    Kulturalne dyskusje Polaków przy stole :)

    W końcu przechodzą burze, trwają krótko i są gwałtowne. Powietrze robi się lżejsze, woda idzie delikatnie do góry, ryby stają się bardziej aktywne.

    Przy szklance lokalnej śliwowicy powstają tajne muchy zabójcy w kolorze siwego dymu :)

    Mniej więcej w połowie naszego wyjazdu znajduję kremową micro nimfę z pomarańczowymi akcentami, całkiem sporą bo na 16 -tce. Nimfka ta otwiera rzekę przed nami. Sprawdza się nawet gdy słońce jest w zenicie. Zaczynam łowić ryby selektywnie na upatrzonego. Szukam tylko tych dużych ryb, największych. Doskonale łowi mi się linką Micro Skagit z długim 4 metrowym przyponem. Przypon to bardzo istotny element, decydujący o sukcesie bądź porażce. Do żyłkowego przyponu 4 x dowiązuję 3 odcinki żyłki (0,15/0,12/0,10mm). Taki przypon dobrze transmituje energię z głowicy linki Micro Skagit, dobrze się prostuje i pozwala punktowo wbijać nimfę rybie przed nosem. Ta metoda przyniosła mi największe lipienie, w tym lipienia 60 cm! 

    Nowy PB, 60 cm!

    Szczęścia i satysfakcji z wygranej walki nie da się ukryć i widać to doskonale na zdjęciu. Marian poszedł i zdjął jednego z dyżurnych pstrągów, nad którym już wcześniej pastwili się Szwedzi i Francuzi. Ryba przeciągnęła niezmordowanego łowcę kilkadziesiąt metrów poniżej stanowiska. Dramaturgię tych zmagań trudno opisać w słowach. Całe szczęście, pomimo upadku i kąpieli, wszystko dobrze się skończyło zarówno dla Mańka jak i ryby.

    Osobiście nie przepadam za słodyczami ale muszę przyznać, że niektóre deserowe propozycje rozpieszczały podniebienie.

     

    Jeszcze kila rzeczy jest do zrobienia ale pensjonat rozwija się cały czas a raczej buduje własnymi rękami. Porównując do warunków sprzed 5 lat, w tej chwili Aqua oferuje bardzo przyjemny standard i duże udogodnienia dla muszkarzy. 

    Thymallus, thymallus nie mylić z leszczem :) Wyjątkowo silny i krępy egzemplarz. Zafundował mi dłuższą przechadzkę, całe szczęście w górę rzeki. Na koniec znalazł dziurę w brzegu w którą bez problemu się zanurkował. Naprawdę nie wiem jakim cudem udało mi się go na 0,10 mm wydostać z tej dziury. Hol udało mi się uwiecznić na kamerze czołowej.

    Nowy podbierak EGO CARBON TROPHY spisywał się doskonale. Mieściliśmy do niego naprawdę spore ryby. Przede wszystkim jednak, umożliwiał piękne fotografowanie bez męczenia ryb.

    Lunch time, chwilami ciężko było znaleźć wolny stolik. Wszystko zrobione specjalnie dla muszkarzy. Czy to nie jest raj m na ziemi ?

    Przed wyjzadem muszki były równo ułożone, teraz wszystko się zmieniło...

    Wracając, wybraliśmy świadomie inną, wyjątkowo malowniczą i ciekawą turystycznie trasę przez Banja Lukę (stolica Republik). Przygoda szybko dobiegła końca. Ribnik obdarzył nas wieloma pięknymi rybami. Tradycyjnie już te największe kabany tylko przetestowały wytrzymałość naszych przyponów. Osobiście muszę zaliczyć ten wyjazd do najbardziej udanych w życiu. Jedno jest pewne i chciałbym to mocno zaznaczyć, bardzo łatwo można znad Ribnika wrócić rozczarowanym i rozgoryczonym gdyż, ryby które tu pływają są bardziej wymagające niż na innych łowiskach. Stąd najlepiej pojechać na Ribnik z osobą, która ma doświadczenie i wie jak dobrać się do tutejszych ryb lub wynająć dobrego, ale to naprawdę dobrego przewodnika. Należy również nadmienić, że przygotowania sprzętowe muszą być mądre i przemyślane. Nie mam na myśli, że trzeba ze sobą zabrać przyczepkę wędek i kołowrotków, myślę raczej o tych różnych detalach, z których tak naprawdę składa się wędkarstwo muchowe i którymi tak bardzo wędkarstwo muchowe wyróżnia się od innych metod Wędkarstwa. 

     

    BOSNIA 2018 PODSUMOWANIE from EGO FLY FISHING EQUIPMENT on Vimeo.

     

    Wielkie podziękowania dla super kompanów bośniackiej przygody; Mańka, Darka i Jacka!!!

    PS. 18-go października planujemy wyjazd jesienny...

    Tekst, zdjęcia; Maciej Gałgański

     

     

    Tworzone przez muszkarzy

    dla muszkarzy
    © 2020 EGO FISHING.
    Wszelkie prawa zastrzezone.
    Tworzenie stron www
    Do góry