Akcesoria wędkarstwa muchowego

Sprawdź pełną ofertę
 
 
 
 
    Blog

    Byske cz. 2 - Tomek Caban

    29.06. Pakowanie, tankowanie, zakupy w Byske, jeszcze na chwile do sklepu po licencje na 5 zonę i w drogę. Po drodze zatrzymujemy się w Fallfors w Laxcenter. Znajduje się tam przepławka z jedną komorą przeszkloną dla obserwacji łososi . Przepławka ułatwia migracje ryb powyżej progu skalnego w Fallfors. Laxobservatoriet bo tak się nazywa ten budynek przypominający betonowy bunkier, w którym można przez przeszklona ścianę godzinami obserwować idące w gorę rzeki łososie. Można wygodnie usiąść na ławeczkach ale niestety roje komarów nie pozwalają nam się delektować olbrzymim łososiem około 120 cm. Przyjeżdżają tam całe rodziny, zwiedzają centrum i mogą zrobić sobie mały piknik obok pięknie położonego parkingu. My też robimy mała przerwę na lunch. Dojeżdżamy do Myrheden. To będzie nasza baza wypadowa na kolejne 7 dni. Kwaterujemy się w małym domku. Chwilę rozmawiamy z naszą gospodynią i okazuje się, że jest dobrze zorientowana gdzie są miejscówki na łososie. Jedziemy kilka kilometrów powyżej w okolice wyspy. Gaddselet. Chłopaki idą w górę rzeki a ja przechodzę na dziką wyspę. Przedzierając się przez las płoszę głuszca ( przypomina mi się seria kryminałów z Kurtem Wallanderem, kto czytał ten pewnie wie co mam na myśli ). Piękny ptak. Miejscówka też. Niestety nic. Wracam do samochodu. Po drodze na rozlewisku przed wyspą widzimy odpoczywającego łososia . Taki około 90. Wracamy do Myrheden poniżej mostu. Rafał, Przemek i Cyprian bawią się z lipieniami. Przemek zapina na suchą ładnego pstrąga. Próbuje też spina w pięknym wlewie poniżej mostu. Nic. Mam dość. Kryzys.

    30.06. Śpimy długo. Jakieś jedzonko i plan na dzisiaj. Przez Myrheden płynie niewielka rzeczka Langtraskan. Bierzemy z Rafałem jednoręczne muchówki. Nareszcie wypróbuję Ego Glass Fiber Rod ( czerwony ). Bajka. Co chwilę na kiju melduje się lipień. Nie są duże, między 30 a 40 cm. Łowienie tym szklakiem to czysta przyjemność. Wyluzowuję się. Pod wieczór jedziemy do Tjalamyran . Ładny, szybki pool. Nic jednak się nie dzieje. Przejeżdżamy trochę niżej. Jest miejsce parkingowe i wiata dla wędkarzy. Szybka woda. Nie wiemy jak tu łowić ( teraz już mniej więcej wiem ale to wypróbuję w przyszłym roku). Wracamy powyżej mostu przy ujściu rzeczki. Pachnie rybą. Ale tylko pachnie. Łowimy do 2 w nocy. Woda paruje. Super klimat. Wracamy. Temperatura 4 st. Rześko.

    01.07. Jedziemy na lipienie nad rzeczkę Alsan. Fantastyczne łowienie. Luz. Kończymy na ujściu do Byske. Ładna miejscówka na łososia. Odpuszczamy nocne łowienie. Whisky i spać.

    02.07. Śpimy długo. Do 10.00. Po śniadaniu rekonesans. Cyprian jedzie na Blankselet. Rafał z Przemkiem jadą na lipienie poniżej ujścia Alsan. Ja idę sprawdzić pool powyżej. Podobno najlepszy. Przede mną łowi jakiś Szwed. Dobry jest. Łososie są. Co chwila widać spławy. Co tam spławy - wyskoki !!! Trochę pada deszcz i lekko wieje. Łowię na prawym brzegu i rzucam leworęcznie. Powiew wiatru i zapinam się kotwicą w palec. Jak na złość zadziorowa. Zabieg na miejscu nie wchodzi w grę. Dzwonię do Rafała. Przemek miał łososia na lipieniową 4. Został z pustym kołowrotkiem i mocno zdziwioną miną. Przerwa na obiad i operacje. Raczej odwrotnie. Operacja pierwsza. Pech. Zabrakło whisky do znieczulenia. Przy pomocy Rafała ( główny chirurg ) i Przemka ( pomocnik chirurga ) pozbywam się kotwiczki. Na noc jedziemy na ujście Alsan. Rafał łowi łososia 88 cm. Mamy fart bo Przemek w chwili brania przeglądał zdjęcia w aparacie. Nagrywa. Będzie filmik. Emocjonujący hol i pobieram łososia. „Ale bydle” – cytując Przemka. I na co ? Mała, czarna mucha na doublu. Jest moc. To po to człowiek jedzie setki kilometrów, nie wysypia się, itd. Tego uczucia nie da się tak łatwo opisać.

    03.07. Śniadanie dopiero o 12.00. Wszystkim udzieliło się to podniecenie. Kręcę muchy. Małe czarne. Na tubkach i na hakach. Jedziemy na pool powyżej ujścia. Zaczyna padać. Ryby są. Spławiają się. Woda dość ciepła i w opadzie. Teoretycznie powinny sprawdzić się małe muchy. Wieczorem robię ten sam pool. Nic. Schodzę ścieżką do ujścia rzeczki. Chłopaki cały czas tam atakują. Skaczą srebrne ryby. Po drugiej stronie Szwedzi. Nic nie maja. Jeden z nich rzuca wręcz nieprawdopodobnie. Łowimy do 2.00 Nic.

    04.07. Śniadanie ? Obiad ? Nie wiadomo jak to nazwać. Po południu planuję pool w Myrheden – ujście plus pool powyżej Alsan i pool w ujściu Alsan ale wszystko lewy brzeg. Fajnie, że te miejscówki można zrobić na piechotę. Mały plecak , dwa kije – Vision Attack 14” oraz Ego Nano Spey i w drogę. Przedostatni dzień łowienia. Do miejscówek podchodzę metodycznie. Zaczynam na początku i krok po kroku, rzut po rzucie schodzę na koniec poola. I następna miejscówka. Cierpliwie. Krok po kroku. Przychodzi dwóch Szwedów. Chwila rozmowy. Ja kończę, oni zaczynają. Jest pięknie. Odpoczywam. Robię zdjęcia. Co jakiś czas skacze srebrny łosoś. Szwedzi gdzieś się rozeszli. Jestem sam i rozkoszuję się tą samotnością nad dziką rzeką. Jeszcze raz robię miejscówkę. Już północ. Wracam na wcześniejszy pool. Idę ścieżką w stronę wody. Rzeka jest piękna i … po prawo widzę jak niedawno poznany Szwed , Anders, holuje rybę. I to nie małą. Łosoś w końcu się poddaje. Chwytam go za ogon i na brzeg. Piękna srebrna samica 98 cm. Gratulacje. Za chwilę przychodzi Rafał i Przemek. Podziwiamy Laxa. Zostajemy sami i próbujemy sił. Zastaje nas piękny świt. Wracamy.

    05.07. Ostatni dzień łowienia. Robię powtórkę z dnia poprzedniego. Zaczynam naprzeciw ujścia Alsan. Kontempluje przyrodę. Obławiamy pool. Widać, że woda powoli opada. Idziemy na wczorajszą miejscówkę. Może coś tzw. rzutem na taśmę. Po drugiej stronie Szwedzi. Też bez kontaktu. Rafał rozpala małe ognisko. Przyjemne ciepełko. Próbuję różnie prowadzić muchę. Bez efektu. Tak też bywa. Najważniejsze że jesteśmy tu wspólnie. Przyjaciele, rzeka i łososie. Życie może być piękne. Luz. Kończymy łowienie i żegnamy się z rzeką postanowieniem powrotu w przyszłym roku. We will be back.

    06.07. Pobudka, śniadanie i pakowanie. Żegnamy się z naszymi bardzo miłymi gospodarzami. Do samochodów. Wracamy

     

    Podsumowanie drugiego tygodnia. Nowa zona, więc historia się trochę powtarza z szukaniem miejscówek. Generalnie zostajemy przy 3, miedzy którymi możemy poruszać się na piechotę. Poza próbami złowienia łososia, łowimy lipienie. Bardzo miły przerywnik choć ryby nie są duże. Tutaj też łososiowanie głownie zaczynamy popołudniu i kończymy między 2 a 4 rano. Temperatura wody wzrastała i jej stan powoli opadał. Trudno też wyciągnąć daleko idące wnioski co do stosowanych much. Kolor czarny, rozmiar od 10 na haku do muchy na tubce długości około 5 cm. Rafał z Przemkiem i Cyprianem ( początkujący DH ) łowili głowicami skagitowymi z tipami T8-10 i intermedium długości 3 m. Ja łowiłem głównie scandi z sink tipem 2 i w zależności od miejsca z polyleaderem od slow do fast sinking lub też z bardzo długim przyponem z fluorocarbonu. Bardzo wielu wędkarzy uważa, że Byske to trudna rzeka. Najczęściej brodzi się głęboko lub wcale ( chyba o to im chodzi ? ). Może i trudna, ale bardzo piękna i warto ją odwiedzić z dwuręczną muchówką.  

    Autor: Tomek Caban

     

    Tworzone przez muszkarzy

    dla muszkarzy
    © 2020 EGO FISHING.
    Wszelkie prawa zastrzezone.
    Tworzenie stron www
    Do góry